Bialorus.pl na Facebook
Polityka :: artykuł

Łukaszenkowski system spogląda w przyszłość z ufnością: wybory lokalne w Białorusi

www.racyja.com

www.racyja.com

Marcin Rębacz

2010-04-25, 13:24

Dziś (25 kwietnia) w Białorusi odbywają się wybory do rad lokalnych. O 08.00 otwarto punkty wyborcze i rozpoczęło się głosowanie, które będzie trwało do godziny 20.00. To bardzo ważne wydarzenie dla analizy sytuacji politycznej w Białorusi pozostaje praktycznie poza zainteresowaniem polskich mediów. Szkoda, bo przebieg kampanii wyborczej, a także głosowania przedterminowego, które rozpoczęło się już we wtorek ukazuje bardzo dużo. Przede wszystkim to, że w kluczowych momentach dla rozwoju sytuacji w Białorusi, administracja Łukaszenki angażuje się w utrzymanie swojej dominacji, i nie dopuszcza możliwości uzyskania najdrobniejszego sukcesu przez opozycję. Pamiętamy przy tym, że obecne wybory do rad lokalnych są tak naprawdę przygrywką do prawdziwej batalii, która rozpocznie się po wakacjach, kiedy wystartuje kampania wyborcza przed wyborami prezydenckim (odbędą się prawdopodobnie w styczniu 2011).

Bardzo poważne zaangażowanie całej nomenklatury łukaszenkowskiej w uzyskanie jak najlepszego wyniku dla kandydatów władzy można więc traktować jako próbę generalną systemu przed najważniejszą rozgrywką, która odbędzie się za kilka miesięcy. Nie da się bowiem w inny sposób wytłumaczyć masowego nacisku na tych około dwustu kandydatów opozycji wśród wszystkich 25 tysięcy raczej bardziej niż mniej związanych z władzą. Liczby mówią same za siebie: na Białorusi Dawid ponownie staną do konkurencji z Goliatem, i ponownie, mimo że Dawid jest skazany na całkowitą porażkę, Goliat wykorzystuje wszystkie swoje możliwości by poturbować go najbardziej jak może.

Przedterminowy rekord

Tak naprawdę wybory rozpoczęły się we wtorek 20 kwietnia. Na Białorusi panuje bowiem zwyczaj tzw. głosowania przedterminowego. Oznacza to, że wprawdzie wybory są rozpisane na 25 kwietnia, ale wszystkie komisje wyborcze pracują już od 20 kwietnia i obywatel może zagłosować każdego dnia głosowania przedterminowego.

Głosowanie przedterminowe zawsze wywoływało znaczne kontrowersje. Zasada ta daje bowiem olbrzymie możliwości fałszerstw. Przez kilka nocy urny wyborcze znajdują się całkowicie poza kontrolą środowisk niezwiązanych z władzą. W zeszłym roku, kiedy administracja Łukaszenki markowała dobrą wolę demokratyzowania systemu politycznego, mówiło się o konieczności zmian w procedurach wyborczych. Opozycja bardzo naciskała na likwidację głosowania przedterminowego bądź ograniczenia go. Władza nie zgodziła się na żadne zmiany w tej materii.

Praktyka obecnych wyborów jeszcze raz dowiodła, że władzy zależy na wypracowaniu takich zachowań wyborczych społeczeństwa, które w możliwie największym stopniu umożliwią jej wyborcze fałszerstwa. W tym celu cała nomenklatura białoruska prowadzi specjalną kampanię na rzecz „popularyzacji” głosowania przedterminowego. Im więcej osób zagłosuje w czasie pięciu przedterminowych dni, tym więcej kart do głosowania można w urnach wymienić nocą przed dniem wyborów właściwych.

W obecnych wyborach na Białorusi padł rekord. Dziś rano Centralna Komisja Wyborcza poinformowała, że w głosowaniu przedterminowym od wtorku do soboty wzięło udział 29 % uprawnionych do głosowania. Oznacza to, że administracja osiągnęła najlepszy wynik w historii. W 2007 roku, podczas poprzednich wyborów do rad rejonowych w przedterminowym głosowaniu wzięło udział 25% wyborców.

Według Alesia Bialackiego, z Centrum Obrony Praw Człowieka Wiasna, która to organizacja od lat monitoruje przebieg wyborów na Białorusi, schemat przymuszania ludzi do głosowania przedterminowego został wypracowany przez władze już dawno, a jego realizacja stale jest udoskonalana.

Z całego kraju dochodzą do nas informacje o tym, że w miejscowych i rejonowych komisjach wyborczych pracowały sztaby, w których szefowie przedsiębiorstw i wszelkich instytucji państwowych co rano meldowali ilu ich pracowników zagłosowało w systemie przedterminowym. Oznacza to, że władze wykonawcze bardzo ostro wzięły się za to, aby wybory te przebiegły po ich myśli – powiedział Aleś Bialacki.

Dlatego dyrektorzy przedsiębiorstw żądali od pracowników udziału w głosowaniu przedterminowym, przedterminowo głosowali mieszkańcy internatów, uczniowie szkół wyższych, oczywiście milicja i wojsko.

Zwyczajowy nacisk na opozycjonistów

Jeszcze na kilka dni przed wyborami, obserwatorzy monitorujący proces wyborczy stwierdzili: „Wolnych wyborów na Białorusi nie będzie”. Oprócz masowych faktów zmuszania ludzi do udziału w wyborach przedterminowych, Tatiana Reviaka z programu: „Obrońcy praw człowieka za wolne wybory” stwierdziła w rozmowie z Białoruskim Radiem Racja, że kampania wyborcza, przyniosła niektórym kandydatom (opozycyjnym – przyp. www.bialorus.pl) bardzo poważne trudności.

Obserwujemy cały czas cenzurę, obmawianie kandydatów, utrudnianie organizowania im spotkań z wyborcami – stwierdziła Tatiana Reviaka.

Jeszcze na tydzień przed wyborami, Wincuk Wiaczorka, znany działacz opozycji z Mińska (Białoruski Front Ludowy) nie był w stanie wydrukować swoich ulotek wyborczych. Żadna drukarnia nie chciała przyjąć od niego zlecenia. Wincuk Wiaczorka dowiedział się z nieoficjalnych źródeł, że do mińskich drukarń przychodzili specjalni ludzie i mówili: „Żadnych materiałów Wiaczorki nie należy drukować!”

Wincuk Wiaczorka nie wierzył w swoje zwycięstwo wyborcze. W okręgu, w którym startuje, tylko w jednym na piętnaście obwodów jest przedstawiciel sił demokratycznych.

Również na Grodzieńszczyźnie obserwatorzy zauważyli nasilenie prześladowań wobec kandydatów niezależnych. W ostatnim tygodniu przed wyborami KGB bardzo mocno zainteresowało się czterema kandydatami „Ruchu za Wolność”.

Radio Racja informowało, że przeciw Alesiowi Zarembiukowi wszczęto sprawę kryminalną, a Wasil Klimowicz i Waler Mikulka zostali wezwani na przesłuchanie. KGB zawitało również do Siarhieja Trafimczyka z Bierezowki. Według Romana Jurgiela, przedstawiciela Komitetu Helsińskiego na Grodzieńszczyźnie działania KGB były bezprawne i naruszały prawa człowieka.

Wybory lokalne na Grodzieńszczyźnie, ale też w innych regionach Białorusi przebiegały pod znakiem przeszukań w mieszkaniach działaczy opozycyjnych, przesłuchań i nacisków ze strony kierownictwa zakładów pracy, uczelni na tych i tak niewielu niezależnych kandydatów, którzy zdecydowali się wziąć udział w wyborach i tworzyli bardzo niewielką konkurencję wobec kandydatów obozu władzy.

 

System lubi być używany

Żeby mieć szansę na zauważalny wynik w wyborach, które obsadzają 21.300 mandatów w lokalnych radach, opozycja musiałaby wystawić w nich kilka tysięcy kandydatów. Udało jej się wystawić około dwustu, chyba tylko po to by symbolicznie zaznaczyć swoją obecność.

Dwustu kandydatów to o wiele za mało by przejąć władze w lokalnych władzach państwa, które i tak w przypadku Białorusi nie decydują praktycznie o niczym. Po co więc administracja używa całego swojego aparatu państwowego, by im uniemożliwić wyborczą działalność?

Po pierwsze system ma przekonać tych wszystkich, którzy stracili już nadzieję na zmiany na lepsze, że... mają rację, że żadnych zmian nie będzie.

Łukaszenkowski system fałszowania wyborów i tworzenia niedemokratycznej atmosfery w państwie, konsekwentnie wprowadzany i udoskonalany na Białorusi od 1994 roku, osiągnął tak wielki sukces, że w dzisiejszych wyborach przyniósłby efekty nawet gdyby nie został zastosowany. Dwustu niezależnych kandydatów w walce o 21.300 mandatów, to miara skuteczności przetrącenia kręgosłupa, jakiego doznało białoruskie społeczeństwo obywatelskie. Ludzie bali się kandydować, zgłaszać swój akces do komisji wyborczych. „Nic z tego nie będzie, a ja mogę mieć problemy”, to myślenie dominuje w odniesieniu do zachowań wyborczych. Myślenie to nie jest przejawem lękliwości społeczeństwa, nie jest przejawem braku patriotyzmu, nie jest przejawem braku marzeń o niezależnej Białorusi. Jest przejawem realizmu, znajomości rzeczy. Jest przejawem wiedzy o tym, że ludzie naprawdę są zwalniani z pracy, naprawdę mają nieprzyjemności i naprawdę nie istnieje system, który by mógł im skutecznie pomóc. Jest więc przejawem trzeźwej kalkulacji niewielkich szans i wielkiego ryzyka. Niestety.

Po drugie, i może jeszcze ważniejsze, resztki działającej dziś na Białorusi opozycji są dławione dlatego, że stworzony system musi cały czas działać aby zachować swoją skuteczność. Doświadczenie zdobyte dzisiaj bardzo się przyda w najbliższych wyborach prezydenckich. To trochę tak jak z komunistami jugosłowiańskimi w latach czterdziestych. Po latach pytano ich dlaczego fałszowali wybory w latach czterdziestych, skoro mogli je wygrać bez tego. Odpowiedź świadczyła o niezwykłej pragmatyczności tej ekipy. Mówili: „My nie obejmowaliśmy władzy na pięć czy dziesięć lat. Chcieliśmy rządzić do końca świata. Wiedzieliśmy więc, że będziemy potrzebowali systemu fałszowania wyników wyborczych. Więc kiedy mieliśmy go stworzyć. Wtedy, kiedy już byśmy stracili popularność?”

Na Białorusi obserwujemy dziś ten sam efekt tego samego myślenia. System stworzony w latach 90-tych, w atmosferze stosunkowo sporego poparcia dla Łukaszenki, efektywnie działa również dzisiaj i z pełną ufnością patrzy w przyszłość.

Wróć do :: Polityka :: Strona główna

Komentarze

Wymagane pola formularza zostały oznaczone *.
E-mail użytkownika nie jest ujawniany — służy on wyłącznie do skontaktowania się z autorem w przypadku, gdy przesłany przez niego komentarz wzbudza wątpliwości moderatora.
Komentarze są publikowane po zaakceptowaniu przez moderatora.
Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — są usuwane.

Imię/ nick *
E-mail *
Tytuł
Komentarz *
 
Polityka :: najnowsze artykuły

Białoruscy opozycjoniści w Sejmie RP

Gośćmi dzisiejszego posiedzenia komisji spraw zagranicznych byli przedstawiciele białoruskich środowisk opozycyjnych oraz dziennikarskich. Tematem spotkania była ostatnia fala masowych (...)

Władze Mińska nie dały zgody na marsz z okazji Dnia Woli

Aktywista ruchu „O Wolność” Alaksandr Rusiewicz otrzymał z Miejskiego Komitetu Wykonawczego odmowę na wniosek złożony 6 stycznia w sprawie pozwolenia organizacji marszu (...)

„Marsz Oburzonych Białorusinów” w Mińsku

Na demonstracji przeciwko dekretowi prezydenta wprowadzającemu podatek od bezrobocia w centrum białoruskiej stolicy zebrało się koło 2 tysięcy osób. Protest, którego inicjatorem (...)

Konfiskata samochodu liderowi opozycyjnej organizacji

Zmiciera Daszkiewicza – współprzewodniczącego Młodego Frontu BNF – odwiedzili komornicy sądowi i bez uprzedzenia skonfiskowali samochód. Auto zostało zabrane (...)

Biełsat nie jest przedmiotem handlu politycznego

Zmniejszenie finansowania telewizji Biełsat nie ma podłoża politycznego, a jednoznacznie charakter budżetowy, powiedział wiceminister Spraw Zagranicznych RP Konrad Szymański. Pytany (...)