Bialorus.pl na Facebook
Kultura :: artykuł

Coś zaczęliśmy...

Paweł Mażejka

Paweł Mażejka

Marcin Rębacz

2010-02-03, 12:13

Od poczatku przywiązywaliśmy wagę do bardzo wysokiej jakości książek. To miał być nasz znak firmowy – mówi Paweł Mażejka, jeden z inicjatorów i twórców grodzieńskiej inicjatywy wydawniczej Biblioteka Grodzieńska.

- Biblioteka Grodzieńska, jest już zauważonym bytem w Grodnie, Mińsku, nawet poza granicami Białorusi. Tym bardziej to cieszy, że cały czas bibliotekę możemy traktować jako inicjatywę bardzo młodą.

- Tak. Jak na inicjatywę wydawniczą, biblioteka na prawdę jest jeszcze bardzo świeża.  Pomysł pojawił się w 2006 roku. To była bardzo prosta sytuacja. Jako Grodzieński Ruch za Wolność dyskutowaliśmy o tym, co powinniśmy robić, co jest najważniejsze dla naszego miasta, dla środowiska ludzi, których chcieliśmy skupić. Nie ukrywam, że potrzebowaliśmy trochę romantyki, czuliśmy, że jest wielkie Grodno, tyle lat historii za naszymi plecami, taki potencjał, który powinien nas wzmacniać. Tymczasem w literaturze, chodzi mi przede wszystkim o prozę, prawie nic. Pustka. Zero powieści, albo choćby jednej książki. A w języku białoruskim, to już w ogóle. Najbardziej nas martwił brak literatury. To powinno być tak, że masz szansę przeczytać książkę, której akcja dzieje się w Grodnie. Wówczas możesz rozpoznać ulice, restauracje, miejsca, wydarzenia, czasem ludzi, choć to już może być ryzykowne... Czegoś takiego nie ma. Zapragnęliśmy mieć taką powieść, i to był punkt wyjścia, początek myślenia o naszej serii, która dziś wygląda trochę inaczej, ale jeszcze nie jest skończona, jeszcze się rozwija w tym kierunku, w jakim ją w pierwszej chwili wymyśliliśmy.

- Jak to, chcesz powiedzieć, że Grodno w książce w ogóle nie istnieje?

Istnieje, po polsku i w polskim kontekście. Jest informacja krajoznawcza, poradnikowo-pobytowa, historyczna, sentymentalna. My zapragnęliśmy, żeby pojawiło się także Grodno po białorusku. Dlatego uznaliśmy, że warto wydawać książki po białorusku. Dlatego pojechaliśmy do Wrocławia, spotkaliśmy się z przedstawicielami Kolegium Europy Wschodniej, porozmawialiśmy w Urzędzie Miejskim, powiedzieliśmy otwarcie, że potrzebujemy pomocy na start. Oni to zrozumieli i zaczęliśmy.

- Jaka jest sytuacja człowieka piszącego w Grodnie.

Sytuacja tak naprawdę wygląda w ten sposób, że pisarz grodzieński szczególnie ten piszący po białorusku jest skazany na prowincjonalizm. Nie ma szans na drukowanie swojej literatury, nie ma szans na współpracę z porządnym wydawnictwem, nie ma szans na honorarium, na rozwój. My uznaliśmy, że to trzeba zmienić, że Grodno powinno wystarczyć, że człowiek powinien w swoim mieście mieć szansę na rozwój i osiągnięcie sukcesu. W naszej serii drukowani mogą być pisarze Grodzieńscy, którzy piszą na dobrym poziomie, albo każdy człowiek, który pisze o Grodnie. Interesuje nas również pogranicze. I tak od pomysłu w 2006 roku do końca 2009 roku wydaliśmy 8 książek.

Pierwsza była „Magdeburskie Grodno”. Chcieliśmy zacząć od czegoś poważniejszego, również w celu promocji serii i wydawnictwa. Dlatego wydaliśmy książkę autorstwa Yuryego Gardziejeua, grodzieńskiego historyka pracującego na Uniwersytecie Jagiellońskim. I to była pierwsza książka wydana na takim poziomie w ogóle w mieście.

- Bardzo wysoki poziom edytorski rzeczywiście dało się zauważyć.

Tak i ta książka „daje wejście” do każdej grodzieńskiej uliczki XVIII wieku. Są ludzie dla których jest to fascynujące. Wysoka jakość edytorska to też cecha, do której przywiązywaliśmy bardzo duże znaczenie. Postawiliśmy sobie ambicję, że nasze ksiązki maja być wizytówkami jakości.

Potem już poszło łatwiej, udało nam się i odbieram to jako swój własny duży sukces, wydać wspomnienia Danuty Biczel. Przekonaliśmy ją, uwierzyła nam, że nie tylko jesteśmy miłymi chłopakami, ale również porządnie coś potrafimy robić. Później wydaliśmy wspomnienia Alakseja Karpiuka, ważnej postaci polsko-białoruskiego pogranicza. Urodzony na Białostocczyźnie, życie spędził w Grodnie. Książkę tę „Pożegnanie z iluzjami”, jako swoje rozliczenie z komunizmem, Karpiuk ułożył przed śmiercią w 1992 roku, a w 1995 roku, już po dojściu do władzy Łukaszenki wydawnictwo „rozsypało” przygotowaną już do druku ksiażku.

Później zainicjowaliśmy podserię prezentującą nieznane zdarzenia związane z rozwojem białoruskiego ruchu narodowego na Grodzieńszczyźnie. Tu bardziej chodzi o popularyzację pewnych postaci, pewnych idei, ludzi, którzy rozwijali białoruska ideę na Grodzieńszczyźnie.

Dalej wydaliśmy dwa tomy monografii Wasila Bykaua. Dziennikarz Siarhej Szapran zebrał wszystkie teksty związane z tą wielka postacią literatury białoruskiej. Wydanie to organizowaliśmy wspólnie z biblioteką „Baćkauszczyny”, organizacji koordynującej współpracę środowisk białoruskich działających na świecie.

- No i tłumaczenie „Ograbionego narodu” z języka polskiego.

Tak. Przetłumaczyliśmy na białoruski i wydaliśmy ten tom wywiadów dziennikarzy wówczas Tygodnika Powszechnego z białoruskimi intelektualistami. To ważne, że ta książka ukazała się również po białorusku. Prezentowała białoruską problematykę Polakom, ale ważne jest również to by pojawiła się w języku białoruskim.

Pod koniec 2009 wyszła książka Rycerze i Dojlidy Grodna. Wielka, kolorowa, na bardzo wysokim poziomie edytorskim poświęcona historii, wydana z myślą o młodzieży. Również stanowi duży postęp pod względem edytorskim. Kierujemy ją do uczniów starszych klas szkół podstawowych, ale też do ich rodziców, którzy są zainteresowani historią Grodna, która zaczęła się nie tylko w 1917 roku, nie tylko po wojnie, ale dużo, dużo dawniej. Już drugi sezon organizujemy grupę historyków, uzgadniamy z nimi pewne tematy, które oni opracowują. Nie mamy na to pieniędzy, ale próbujemy nawet wypłacać jakieś honoraria. W listopadzie organizujemy konferencję, w czasie, której kolportujemy wcześniej wydane materiały pokonferencyjne. Udało się to już dwa razy. Zainicjowaliśmy alternatywnie dni Grodna, dni Huberta, w listopadzie był 3 dniowy festiwal filmowy, spotkania literackie, 7 dni w sumie to trwało. Uważamy, że to bardzo ważne.

Zaczęliśmy też zbierać grodzieńskie starocie: butelki, pocztówki, papierosy, wszystko, co kojarzy się z Grodnem, białoruskością mamy tego coraz więcej.

Może przyjdzie czas, w którym można będzie otworzyć coś w rodzaju antykwariatu.

Przygotowujemy do druku podręcznik: „Historia europejskiego miasta”, takie Grodnoznawstwo 400 stron, kolorowe, praca trwa nad tym już 5 lat. Zaczęliśmy jeszcze przed powstaniem naszej serii wydawniczej. Pracowali nad nimi historycy, ilustratorzy. Nie mamy pieniędzy na wydanie tego, ale mimo to przygotowujemy to coraz intensywniej. Pieniądze się znajdą.

- Nietypowa kolejność: najpierw praca, później poszukiwanie środków, brzmi ciekawie...

Tak, to ma sens. Kilka razy pracowaliśmy w odwrotnej kolejności wychodząc z założenia, że każdy coś tam już ma w szufladzie. Składaliśmy projekt i zaczynaliśmy się rozglądać wokół. Potem okazywało się, że z materiałami nie jest tak dobrze i trzeba było przygotowywać książkę bardzo pospiesznie. To obniża poziom. Dlatego robimy odwrotnie. Najpierw dobra, wartościowa książka, potem poszukiwanie na nią pieniędzy.

Mam nadzieję, że najbliższych miesiącach będziemy mogli uruchomić to, od czego chcieliśmy zacząć: prozę grodzieńską, powieści, których akcja związana będzie z Grodnem.

5 książeczek w formacie kieszonkowym: będą to książeczki miedzy innymi autorów grodzieński Wiktara Sazonaua, Wiktara Szałkiewicza, Siarheja Astrauca, Arkadzia Żukouskaha. To znowu ten kolejny pierwszy krok, który ma pokazać, że warto pisać w Grodnie i że w Grodnie można publikować.

- Wasza działalność, to także popularyzacja słowa drukowanego.

Jeździmy z prezentacjami na wieś. Kiedy tylko ukazały się wspomnienia Danuty Biczel na początku zawieźliśmy ją do jej wsi. To strasznie ważne. Wiem, że ciężko jest sobie to wyobrazić, ale naprawdę dla znacznej części mieszkańców naszej prowincji taki przyjazd Pani Danuty, czy jakiejś innej osoby z nazwiskiem, to może być jedyne w życiu wydarzenie.

- Wydarzenie tego typu....

- Wydarzenie w ogóle. To może być jedyna w życiu atrakcja, bo oni w 90% żyją w trójkącie: dom, praca w kołchozie, sklep. W sytuacji faktycznej wojny ideologicznej, jaką nam tu wypowiedziały władze, to jest dla nas jedyna szansa jeszcze tą białoruskość rozpowszechniać. Tylko jeżdżenie, bezpośrednie docieranie do ludzi. Na samej Grodzieńszczyźnie spotkań we wsiach. Miasteczkach, małych miejscowościach zrobiliśmy ze 40. Zawsze kiedy wychodzi książka, wsiadamy w samochód i pędzimy gdzieś na wieś. W Mińsku byliśmy raz, raz w Baranowiczach, bo nas zaprosili. Staramy się cały nakład naszych książek rozpowszechnić w Grodnie. To nasz cel. Formowanie swojego regionalnego odbiorcy książki. W Mińsku swoje książki pokazujemy w celach wizerunkowych.

- Jak wygląda tło waszych działań, rynek wydawniczy na Białorusi?

Jest Biblioteka Baćkauszczyny, wydawnictwo niszowe, wydające faktycznie literaturę emigracyjną lub o historii emigracji białoruskiej w rożnych krajach. Jest wydawnictwo Naszej Niwy, Księgarnia Pismiennika, wydawnictwo Barysa Piotrowicza „Dziejasłou”, wydawnictwo Biblijateka Svobody, Arche. Ostatnio, od kilku lat, można dostrzec, że wybór dzięki niezależnym wydawnictwom jest lepszy. Tylko one są w stanie wydawać autorów niepaństwowych, pozasystemowych. Jednak cały czas mamy problem z rozpowszechnianiem. W Grodnie księgarnie, które przyjmują nasze książki, to w sumie dwa sklepiki na uboczu. Inne takich wydawnictw jak nasze nie przyjmują. Mimo to udaje nam się w Grodnie rozpowszechnić całość nakładu. Mogę powiedzieć, że są już ludzie, którzy naszych książek szukają...

- Ale również dzięki waszej aktywności. Wiedzą gdzie jesteście. Robicie imprezy: projekcje filmów, spotkania autorskie, dzięki temu ci, którzy chcą potrafią do was trafić. Podobno przychodzi 200 – 300 osób.

 

No nie, to bardzo rzadko, nawet nie mamy takiej sali, ale kiedy promowaliśmy ostatnią książkę na grodzieńskim zamku, udało nam się uzyskać pozwolenie, i wtedy rzeczywiście przyszło ponad 200 osób. Oczywiście pozwolenie nie było wydane dla Ruchu za Wolność, tylko dla autora książki, który oficjalnie był też organizatorem spotkania. W innych przypadkach gromadzimy 50-80 osób. Rzeczywiście jesteśmy coraz bardziej znani. Co miesiąc dostajemy ze dwa teksty, proponowane do druku. Nie jesteśmy w stanie wszystkiego wydać, więc chcąc, nie chcąc robimy sobie… wrogów.

- Liczba wrogów to czasem ważna przesłanka dla oceny osiągnięć człowieka :)

Tak. Tak :) Ktoś uważa, że powinien być wydany przed kimś a nie po kimś. My tłumaczymy, że skoro człowiek niedawno wydał coś gdzie indziej, to może ustąpić u nas pierszeństwa temu, kogo nikt inny, z jakichś powodów nie może wydać a jest wartościowy. Albo ktoś inny, przekonany o swoim geniuszu, weteran wojny, bohater socjalistycznej pracy, on tak się traktować nie pozwoli, zadzwoni do Milinkiewicza, do polskiego MSZ bo gdzieś zobaczył, że dziękujemy polskiemu MSZ za pomoc w wydaniu kolejnej książki. Powie, co o nas sądzi i według niego będziemy mieli kłopoty. Takie rzeczy się zdarzają. Ale pozytywnych emocji dociera do nas zdecydowanie wiecej.

- Życie wydawców.....

- Właśnie.

- Czy poza Mińskiem i Grodnem istnieją gdzieś podobne wydawnictwa na Białorusi?

Od czasu do czasu pojawiają się inicjatywy wydania jednej czy nawet kilku książek. Jakość druku, poziom edytorski jest znacznie niższy. W Baranowiczach parę rzeczy wydano, są samizdatowe wydawnictwa, coś jest, ale tej jakości, którą osiągnęliśmy my, to ja nie słyszałem żeby ktoś na prowincji osiągnął. Bardzo staramy się, żeby cena naszej książki nie była barierą. Sprzedajemy naprawdę tanio. W Mińsku wydawnictwo sprzedawałoby to dużo drożej, ale u nas mińskich cen się nie osiągnie. Dlatego powstrzymujemy się przed zamienianiem tej działalności w regularny biznes.

Boję się, że wówczas trzeba będzie wydawać książki w języku rosyjskim, kryminały o milicji, zbrodniach, narkotykach i wówczas okaże się, że nasz cel, czyli książki po białorusku, o Grodnie nie powstaną. Nie będziemy mieli na to czasu. Dlatego na razie zostajemy takim wydawnictwem, jakim jesteśmy do tej pory, trochę podziemnym i dzięki temu niezależnym. Zaletą tej sytuacji jest również to, że w każdej chwili możemy sobie powiedzieć: dosyć. Fajnie było, ale kończymy przygodę, bo nie ma już jak tego ciągnąc. Oczywiście wiemy, że sprawy zaszły zbyt daleko by można było się z nich ot tak wycofać. Ale miło jest, że nie mamy przed nikim jakichś ścisłych obowiązków. Chcemy każdego roku wydawać jedną, dwie książki. Na tyle oceniamy nasz potencjał w tej chwili. W końcu mamy dużo innych obowiązków. Pracę mamy zaplanowaną na półtora roku do przodu. Taki system.

Rozmawiał Marcin Rębacz

Wróć do :: Kultura :: Strona główna

Komentarze

Wymagane pola formularza zostały oznaczone *.
E-mail użytkownika nie jest ujawniany — służy on wyłącznie do skontaktowania się z autorem w przypadku, gdy przesłany przez niego komentarz wzbudza wątpliwości moderatora.
Komentarze są publikowane po zaakceptowaniu przez moderatora.
Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — są usuwane.

Imię/ nick *
E-mail *
Tytuł
Komentarz *
 
Znakomita
#1 — Leszek
(217.172.24*.**) — 2010-03-02, 16:31

inicjatywa. Gratulacje. Pełen szacunek.

Kultura :: najnowsze artykuły

Jubileusz „Galerii Krynki”

Kulturalna placówka powołana do życia przez Fundację Villa Sokrates na podsumowanie swej 5-letniej działalności wydała trzyjęzyczny - polsko-białorusko-angielski - album „Galeria (...)

XXIV Międzynarodowe Targi Książki

W stolicy Białorusi, w centrum wystawienniczym Belexpo, przy udziale wydawnictw z 31 krajów odbywają Międzynarodowe Targi Książki, na które po czteroletniej przerwie powróciło (...)

Pożegnalny koncert „Zero-85”

W białostockiej kawiarni Fama, w obecności tłumu fanów i przyjaciół, odbył się ostatni koncert zespołu Jurka Osiennika. Koncert był też prezentacją pierwszego i jedynego (...)

„Narodny Albom” na scenie Podlaskiej Opery

W ramach odbywającego się w Białymstoku festiwalu „Wschód Kultury. Inny Wymiar” można było obejrzeć musical „Narodny Albom”, którego akcja odbywa (...)

Walery Mazynski laureatem nagrody „Za wolność myśli”

Znany białoruski reżyser Walery Mazynski został laureatem tegorocznej nagrody „Za wolność myśli”. Nagroda fundowana przez kampanię społeczną „Za Wolność” jest (...)